Szkolny dzień
Alicia poszła jak gdyby nigdy nic do szkoły. Wszyscy jej współczuli z powodu matki, lecz ona zbytnio się tym nie zamartwiała. To znaczy przykro jej było, że matka odeszła, ale nie mogła się rozkleić, a poza tym miała nadzieję na ponowne spotkanie z matką poprzez magię. Liczyła na to, że dzięki czarom uda jej się przywołać matkę. Myślała jakby to zrobić. Siedziała wtedy na lekcji fizyki. Nauczyciel kazał jej podejść do tablicy i zrobić zadanie. Wtedy użyła swojej mocy. Kreda sama wpadła jej w rękę. Nie wie jak to zrobiła, bo wcale nie chciała wziąć jej do reki, a jednak stało się. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Jak gdyby nigdy nic zaczęła rozwiązywać zadanie. Rozwiązanie miała w głowie, wystarczyło tylko pomyśleć. No i pomyślała, dostała piątkę za zadanie i do tego pochwałę, że mimo śmierci matki, świetnie sobie radzi. Wtedy nie wytrzymała i wybiegła z klasy. Nie lubiła, kiedy ktoś jej przypomina o tej tragicznej śmierci. Skryła się w toalecie i zaczęła głośno płakać, tak głośno, że zawiadomiła dyrektora. Alicia jest na miejscu, gdzie zaczepia ją jej ciotka o imieniu Analucia. To ona do niej dzwoniła z powiadomieniem o wypadku. Prowadzi ją do Sali, w której leżą jej rodzice. Alicia jest zszokowana tym widokiem. Rodzice proszą Analucię o wyjście. Chcą poważnie porozmawiać z córką. Alicia siada zapłakana na skraju łóżka matki i czeka na tą rozmowę. Matka mówi, że być może nie wyjdą ze szpitala. Nastolatka nie chce tego słuchać i prosi by matka tak nie mówiła, ta jednak kontynuuje. Mówi córce, że miała magiczną moc. Jednak ta przeszła na córkę, widocznie wiedząc, że wcześniejsza właścicielka niedługo umrze. Alicia jest zdruzgotana i nie wie, co powiedzieć. Matka pyta czy córka nie miała przejawów tej mocy. Ona mówi o wszystkim, co jej się rano przydarzyło. Matka mówi, że to tylko jedna z mocy, że będzie ich więcej i więcej, i że będą rosły razem z osobą. Alicia nie dowierza temu, co mówi matka. Nie chce wierzyć, że jest czarownicą. Jednak musi przyjąć swe dziedzictwo. To, że jest, jaka jest i taka pozostanie. Nagle serce matki przestało bić, Alicia zaczęła płakać, nie chciała by najbliższa jej osoba odeszła. Z ojcem też dobrze się rozumiała, ale nie aż tak. Alicia jest smutna, że ojciec nie może zobaczyć matki, choć nie wie, dlaczego. Ale nie chce też by matka była na nią zła, tym bardziej, że już nie żyje. Alicia nie chce ranić jej uczuć. To smutne, tak potężna, a tak bezbronna. Ojciec wręcz błaga ją o ponowne spotkanie z Anją. W końcu córka ulega namowom rodzica. Wypowiada zaklęcie i pojawia się jej matka. Jest trochę zła, i pyta, czemu Alicia jej nie posłuchała. Nie jest tak bardzo zła, ale trochę tak. Mówi, że wolała by ojciec jej nie widziała przez kilka najbliższych dni, bo nie będzie chciał zrozumieć, że jego żona odeszła na dobre i że nie wróci pewnego dnia do domu i nie powie „Cześć kochanie”. To jest niemożliwe. Choć matka wspomniała coś o ostatecznej mocy, ale nic więcej. Alicia przeczuwała, ze to ona jest tą ostateczną mocą, ale na razie nie chciała pytać, a na pewno nie przy ojcu. Mógłby wtedy od niej wymagać wielu rzeczy, których ona nie potrafi. Anja pożegnała się z mężem i córką, prosiła Rogera o opiekę nad Alicią i by nie był dla niej zbyt wymagający, bo ona zawsze sobie poradzi.
Alicia szła do szkoły, a raczej na przystanek. Zobaczyła, że autobus już odjeżdża. Nagle wyciągnęła ręce do góry i autobus się zatrzymał. Nie w ten sposób, że zatrzymał go kierowca. Ona go zatrzymała. Zatrzymała wszystko wokół niej. Ludzie przestali chodzić, wszystko zamarło, nawet ptaki nie latały. Skoro chyba zatrzymała czas, to postanowiła to wykorzystać, podbiegła do autobusu i wsiadła do niego, wtedy wszystko ożyło. Widocznie potrafiła jeszcze zatrzymać czas. To było cudowne. W autobusie siedział chłopak z jej klasy. Strasznie ją denerwował. Cały czas dokuczał. Kiedyś chciał z nią chodzić, lecz ona odmówiła i od tamtego czasu postanowił ją prześladować i męczyć. Tym razem też nie omieszkał poprzestać na zwykłym „cześć”. Jak zwykle zaczął coś do niej mówić. Coś o tym, że wszyscy ją zostawiają, że matka ją zostawiła i ojciec zrobi to samo. Zdenerwowała się i to bardzo. Lekko kiwnęła palcem i wyrwała mu z rąk długopis. Zdziwił się, ale nawet nie pomyślał, że to ona. Autobus się zatrzymał, a do niego wszedł kanar. Natrętny chłopak z jej klasy wyciągnął bilet. Ona przeniosła go umysłem za siedzenie. Kiedy kanar podszedł do niego on szukał dalej biletu. Kanar dał mu karę i kazał wysiadać. Alicia tylko się uśmiechnęła do niego z kpiną. Alicia przez kilka miesięcy rozwijała intensywnie swoje moce. Chciała by jak najwięcej ich w sobie miała. Marzyła o wielu mocach. Dlatego tak dzielnie o nie walczyła. Chciała żeby wszyscy się o tym dowiedzieli, by wszyscy ją lubili i kochali i by czuli przed nią lęk. Co kilka tygodni dostawała nowe moce. Po zatrzymywaniu czasu, kolejną jej mocą było przenoszenie się z miejsca w miejsce, czyli teleportacja. Zawsze wszędzie zdążyła. Z czasem nauczyła się również projekcji astralnej. Nie przenosiła się całym ciałem, tylko żyła w dwóch miejscach. Mogła normalnie rozmawiać, a jej drugie ciało robiło coś innego. Kiedyś zapomniała zeszytu. Użyła wtedy pierwszy raz projekcji astralnej. Kiedy wróciła do swojego najważniejszego ciała, w rękach miała już zeszyt. Kolejną mocą, było wzniecanie ognia. Mogła wzniecić ogień, a potem szybko go gasić. Potrafiła również spowalniać czas, ale nie zatrzymywać. Przyśpieszała molekuły, czyli rozwalała rzeczy. Kolejną mocą były kule ognia, mało przydatna moc.
Alicia zapomniała biletu, ale to nie powód do zmartwień. Przecież jest czarownicą. Może coś zrobić. I zrobiła. Pomyślała, że skoro przenosi różne rzeczy to przeniesie bilet z domu na swoją rękę. Jednak kanar już nad nią stał, ona wsadziła rękę do plecaka i schyliła głowę, jakby szukała biletu. Pomyślała o bilecie, a on zmaterializował się na jej ręce. To był cudowny dar. Ten dar widział ojciec. Bardzo rozbawiła go ta scena. Już miał w ręce bilet, gdy ten nagle zdematerializował się. Zniknął z jego ręki. Wiedział, co się stało, wiedział, że Alicia go zmaterializowała na swojej ręce. Lubił czarodziejstwo, sam chętnie by poczarował, ale nie mógł. Alicia szykowała dla niego niespodziankę. Czary to było coś, co on bardzo lubi. Alicii cudem udała się ta projekcja, bo tego nigdy nie robiła. Postanowiła, że będzie ćwiczyć swoją moc codziennie, by stać się najpotężniejszą czarownicą świata. W szkole zatrzymała czas. Zapomniała się nauczyć na test z geografii. Ale, po co ta magia skoro nie można by było jej użyć dla własnej korzyści. Zatrzymywała czas tyle razy ile potrzebowała by napisać test jak zwykle na pięć. Wielu osobom rozwijanie niezwykłych umiejętności zajmuje bardzo dużo czasu. Jednak Alicia szybko się uczy i temu właśnie, no może jeszcze determinacji, zawdzięcza to, co zdobyła. A zdobyła bardzo wiele. Ma moc, o jakiej marzy każdy człowiek. Rozwinęła ją tak, że stała się najpotężniejszą wiedźmą wszech czasów. W końcu nadchodzi ten dzień. Przywołuje ducha matki. Kiedy Anja jest w gronie męża i córki, Alicia pyta czy chciałaby znowu żyć. Anja jest zaskoczona takim pytaniem, ale odpowiada, że oczywiście chciałaby dalej móc z nimi przebywać, jako człowiek. Alicia bardzo się ucieszyła na te słowa. Zaczęła recytować zaklęcie. W nim ujęła najważniejsze sprawy. Miała nie stracić mocy tak jak i ojciec, matka miała wrócić do żywych, a wszyscy ludzie mieli zapomnieć o tym, że ona kiedykolwiek umarła. Anja nagle stała się cielesna, jej grób zniknął, a Alicia dalej miała moc. Cała rodzina od tej chwili czarowała długo i szczęśliwie. Wszyscy rozwijali swoje moce, a w szczególności Alicia, która dzięki magii odzyskała matkę.